Przeczytaj to, jeśli zastanawiasz się, czy wyjść wieczorem

harold.lloyd

Zawsze będzie nieskończona liczba dobrych powodów, aby zostać w nocy.

Ponieważ impreza wydaje się kiepska. Ponieważ jesteś zmęczony po długim tygodniu pracy. Ponieważ możliwość, że ta noc zamieni się w tę, o której będziesz rozmawiać przez miesiące lub lata, wydaje się tak niemożliwie mała i skończyłeś z niestrudzonym optymizmem co do tego wszystkiego. Nic nowego się nigdy nie dzieje i nie pojawia się nikt interesujący i możesz zobaczyć, jak to wszystko się skończy, zanim jeszcze się zacznie. Więc równie dobrze możesz zostać w domu. Równie dobrze możesz odpocząć i być pewnym, że będzie to kolejna przeciętna noc w Twoim mieszkaniu. Masz Netflix. I to wszystko, czego potrzebujesz.

Nie ma nic złego w pozostaniu w domu od czasu do czasu. Wszyscy potrzebujemy przestojów i wszyscy potrzebujemy naszej przestrzeni. Ale problem pojawia się, gdy staje się wzorem. Zostać w domu. Wymeldować się. Wybieranie pewności zamiast niepewności i zapominanie o wpuszczeniu szansy na nasze życie.

Chcemy emocji, ale wydaje się, że nigdy nie chcemy wychodzić z domu. Chcemy zmiany, ale nie możemy przejmować się przebieraniem się z piżamy. Chcemy urozmaiconego i pełnego życia, ale przy każdej okazji wybieramy wygodę. Winimy nasze życie za pozostawanie w stagnacji. I obwiniamy ich z wygodnej kanapy w salonie.

Nie twierdzę, że jedna noc poza domem zmieni całe Twoje życie - wcale. Byłem wystarczająco dużo razy, aby wiedzieć, jak to pójdzie - twoja przyjaciółka Shannon wyciągnie cię na to przyjęcie. Będziesz tam jedyną osobą samotną. Nalejesz drinka, powstrzymasz się od krzywienia się na zewnątrz i policzysz godziny do przejścia na emeryturę. W najgorszym przypadku zostaniesz uwięziony w kącie, rozmawiając z czyjąś otępiającą kuzynką imieniem Anne. W najlepszym przypadku spędzisz godzinę na rozmowie z jakimś niesamowicie uroczym facetem o imieniu Jimmy, którego dziewczyna pracuje dziś wieczorem. Shannon zabierze do domu swojego chłopaka. Sam zabierzesz do domu.



Twoje życie zaczyna się dziać po więcej niż jednej nocy. Ale o to chodzi: potrzeba pierwszej imprezy, na której nie znasz nikogo, aby dostać się na imprezę, na której się znajdujesz. Potrzeba pierwszej wymuszonej rozmowy z nieznajomym, aby rozpocząć proces nawiązywania nowych znajomości. Potrzeba więcej niż jednej lub dwóch nocy, w których jesteś zrzędliwy i wychodzisz ze swojej strefy komfortu, aby zbudować życie, które w pełni rozkwita. Nie możesz uniknąć tego koniecznego zła. Nie, jeśli chcesz zbudować życie, które nie toczy się całkowicie między granicami twojego własnego mieszkania. Nie, jeśli chcesz, żeby to się rozwijało.

Bo oto rzecz w tych małych interakcjach, które wydają się tak arbitralne - pojawiają się one, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

Może za osiem miesięcy będziesz bez pracy. Może Shannon umieści reklamę „Poszukiwana pomoc” na Twojej tablicy na Facebooku. Może Anne to widzi. Może zna kogoś, kto chce zatrudnić w Twojej branży. Może podczas tej półgodzinnej nudnej rozmowy, którą przeprowadziłeś przy letnim piwie, dowiedziała się o tobie czegoś, co zrobiło na niej wrażenie. Może ona oceni ci ten wywiad. Może to zapewni ci pracę.

Może za dwa lata będziesz siedzieć w kawiarni, próbując uporządkować projekt od pracy, a Jimmy wchodzi do środka i oboje dajecie sobie nawzajem to dziwaczne „Czy ja cię nie znam” przechyloną głową. Może podchodzi do twojego stołu i po kilku chwilach niezręcznego szukania wspólnych znajomych, oboje ogłaszacie „Shannon” i dzielicie się porozumiewawczym śmiechem. Może przysuwa krzesło. Może mówi ci o tym, co robił, a piękna dziewczyna nie wydaje się być na zdjęciu. Może dostanie twój numer. Może cztery randki później nie czuje się już zbyt obcy.

Może żadna jedna noc nie zmieni naszego życia. Może dziewięć razy na dziesięć nie robimy nic ekscytującego, nie spotykamy nikogo ważnego i nie tworzymy wspomnień, które byłyby naprawdę warte zapamiętania. Ale może raz na dziesięć razy to robimy.

Może raz na dziesięć spotykamy kogoś niezwykłego. Może raz na dziesięć natrafiamy na nową okazję. Może raz na dziesięć wracamy do domu z rozgwieżdżonymi oczami i otwartymi sercami po naprawdę niesamowitej nocy z ludźmi, którzy szczerze się liczą. I może ten jeden raz sprawia, że ​​każdy z dziewięciu niewypałów wydaje się wart zachodu. Cieszy nas, że udało nam się przejść. Cieszy nas, że nie spakowaliśmy go w cichą noc numer siedem.

Są szanse, że to nie będzie najlepsza noc w Twoim życiu. Jest szansa, że ​​wrócisz do domu o północy, nieco zła, że ​​zmarnowałeś ostatnią szminkę i wypiłeś 500 kalorii piwa, którego nie możesz odzyskać. Ale o to właśnie chodzi w Twoim życiu - nie ma to być seria natychmiastowych gratyfikacji. Buduje się na sobie i ten budynek dzieje się powoli. Dzieje się tak za każdym razem, gdy mówimy „tak”, podczas gdy szczerze powiedzielibyśmy raczej „nie”.

Może Twoje życie nie wybuchnie pięknym, nieokiełznanym chaosem, gdy zegar wybije dwunastą, ale może nie musi. Może każda noc nie jest końcem samym w sobie, ale małą odskocznią, która ostatecznie prowadzi do większego, lepszego życia. Takiej, która jest pełniejsza, bogatsza i bardziej szalona, ​​niż kiedykolwiek się spodziewałeś, ponieważ wciąż witałeś zmiany, nawet jeśli wydawało się to łatwiejsze.

Uważamy, że jedna noc nie wystarczy, aby coś zmienić - ale mylimy się.

Jedna noc może zrobić wielką różnicę.

Ale na pewno tak się nie stanie, jeśli spędzisz go sam na kanapie.