Jak to jest zadeklarować bractwo

Stara szkoła

To nie jest historia, którą lubię opowiadać na nowo, ale wydaje mi się, że zażenowanie zniknęło z czasem - na bzdury minęło 17 lat - a teraz to po prostu głupi wewnętrzny żart z jedynym przyjacielem, z którym utrzymuję kontakt. epizod w moim życiu. Więcej o nim później.

Miałem 17 lat, kiedy zacząłem studia na Uniwersytecie Maryland. Nie dlatego, że byłem jakimś chłopięcym geniuszem czy coś w tym stylu, ale dlatego, że miałem grudniowe urodziny, a moi rodzice postanowili nie zatrzymywać mnie w szkole jako dziecko. Dołączyłem do orkiestry marszowej i tam poznałem Norma, który do dziś pozostaje moim najlepszym i najbliższym przyjacielem. On i ja graliśmy na tubie. Szybko związaliśmy się z baseballem i faktem, że oboje nie skończyliśmy 18 lat aż do następnego semestru.

Norm miał ogromne zainteresowanie systemem greckim. Jego dziadek był Theta Chi w latach trzydziestych w Maryland. Naprawdę chciał dołączyć do bractwa, a ponieważ byliśmy kumplami, zabrał mnie na przejażdżkę. Byłem grą. Nie miałem pojęcia, w co się pakuję, ale byłem grą.

Podczas Tygodnia szczytu pojechaliśmy z nim do kilku różnych wspólnot, ale jeden bardzo nam się podobał. Nie byli palantami, nie grozili, ani nie byli zbyt bogaci, ani nic niesmacznego. Po prostu wyglądali jak zgraja wyluzowanych kolesi, którzy chcą się dobrze bawić.

W ostatniej chwili podczas ich ostatniej imprezy Rush zostaliśmy poproszeni o zapisanie się do procesu licytacji. Wymagało to rzeczywistego podpisu - zobowiązania. Norm zwrócił się do mnie w naszych głupkowatych koszulach i krawatach i powiedział z całą powagą: „Stary, naprawdę lubię tych facetów. Chcę to zrobić. Jesteś w?' I nie zastanawiając się nad tym w ogóle, zgodziłem się. „Uh, jasne”, nadeszła moja odpowiedź. 'Tak. OK, zróbmy to. ”



To był mój pierwszy błąd.

Oboje otrzymaliśmy oferty i oczywiście oboje przyjęliśmy.

Nie powiedziałem o tym rodzicom, dopóki prawie nie ukończyłem procedury przetargowej. Pewnego weekendu byliśmy na kolacji z rodziną, kiedy mój zwykle łagodny ojciec prawie wypluł to, co w tej chwili jadł, i spojrzał na mnie z prawdziwą złością. 'Co zrobiłeś?' - powiedział pomiędzy kęsami.

W trakcie sześciotygodniowego procesu składania deklaracji było wiele głupich rzeczy, które robiliśmy z innymi zobowiązanymi z naszej klasy. Nie uderzyli nas i nigdy nie zmuszali nas do robienia czegokolwiek nago, o czym często słyszy się w przerażających opowieściach o ślubowaniu braterstwa. Ale oni nas oszołomili, jeśli chcesz to tak nazwać.

W naszej klasie zastawów skończyłem jako najmniejszy z miotu.

Wszystko zaczęło się w noc, kiedy otrzymaliśmy nazwiska naszych przyrzeczonych. Zawiązano nam oczy i zostawiono nas, by stanąć przed członkami, a każde z naszych nazwisk zostało wywołane, a po nich… cóż, dowolne głupie imię, które zdecydował mistrz zastawu. Później dowiedziałem się, że wybór jego imion był tak samo arbitralny, jak formacje chmur, całkowicie wybrane nieoczekiwanie, z kaprysu. Jestem też pewien, że on też był naćpany.

Nazywam się Elmo. To trochę… pasuje. Dyskietki, głupi, naiwny Muppet grupy. Chyba byłem Elmo, przynajmniej w ich oczach.

Tym, co naprawdę scementowało moje Elmo-ness dla braci, było dwuczęściowe wydarzenie.

Pierwsza wydarzyła się, gdy cała nasza klasa przyrzeczeń miała już po raz n-ty zawiązane oczy i została wciśnięta w maleńką, duszną łazienkę na najwyższym piętrze w domu przy College Avenue. Byliśmy tam przetrzymywani, dopóki inni bracia nie poczuli się zmuszeni wyprowadzać nas pojedynczo, tylko po to, by wykonać jakąś czynność, która mogłaby ich rozbawić.

Kiedy mnie zawołali, jeden z nich powiedział do mnie: „Chodź, Elmo; jesteś Elmo - zatańcz Elmo! ” Odpowiedziałem, o czym ty mówisz? Co to jest taniec Elmo? Mogę powiedzieć, że jest więcej niż trochę pijany. A on mówi: „Po prostu wymyśl coś! Zatańczcie Elmo! ”

Pamiętaj, nazwa zastawu była dowolna. Nigdy nie zrobiłem nic, by zasłużyć na to miano. Ale tym razem zrobiłem.

Z zawiązanymi oczami zdecydowałem w jednej chwili, jak dalej postępować. Skakałem dookoła, wymachując rękami i nogami jak marionetka, jednocześnie krzycząc bardzo wysokim głosem: „Jestem Elmo! Jestem Elmo! ”

Cisza. A potem śmiech. Zgromadzeni wokół bracia z bractwa załamali się. Nie mogłem uwierzyć, jak bardzo się śmiali. I nie zdawałem sobie sprawy, ilu z nich patrzyło, dopóki nie usłyszałem ich zbiorowego śmiechu. To był prawdziwy pokaz. Więc oczywiście kazali mi to powtórzyć. I znowu. I znowu.

To nie był tylko taniec Elmo, stał sięPlikElmo Dance i zdefiniowało mnie jako członka. Za każdym razem, gdy któryś z braci mnie widział - w jadalni, na zajęciach, po drugiej stronie placu, gdziekolwiek - był to występ obowiązkowy. Wszyscy cieszyli się mocą i dziwactwem tego wszystkiego. Chodź, przysięgaj, zatańcz Elmo! A będąc zobowiązaniem, dosłownie musiałem zobowiązać.

Nawet po naszej inicjacji, kiedy nie byliśmy na ich łasce jako przyrzeczenia, było kilku facetów, którzy wciąż namawiali mnie, abym „zatańczył, Elmo!” Większość braci wkroczyła, kiedy to się stało. Hej, on już nie jest zastawem, daj mu spokój. Ale dla wielu z nich taniec Elmo nigdy tak naprawdę nie zniknął. Wydałem nawet przyjęcie dla bractwa w domu moich rodziców, kiedy byli poza miastem, próbując ich przekonać.

Część druga nadeszła później w tym semestrze. Co tydzień spotykaliśmy się w poniedziałkowy wieczór w piwnicy naszego domu. Na zakończenie każdego spotkania urządzali loterię dla wszystkich obecnych braci. Nagrodą była zawsze butelka alkoholu, która oczywiście była przynętą dla braci, aby nawet w nich uczestniczyć.

Na moim pierwszym spotkaniu domowym podczas całego spotkania wszyscy mogli zobaczyć nagrodę: za dużą butelkę Absolut Vodka. Wygrałem loterię. I przez około 90 sekund moja ocena Q rosła. To było jak zbiorowe potrząsanie głowami braci. Jeśli Elmo wygra butelkę gorzałki, może nie jest taki zły! wszyscy zdawali się mówić, ściskając ręce i gratulując poklepywania po plecach. Były tam prawdziwe uśmiechy. To było miłe uczucie.

Spotkanie zakończyło się. Złapałem swoją nagrodę za wąskie gardło i miałem zamiar wepchnąć butelkę do zimowego płaszcza. Był grudzień, kilka tygodni dzieliło mnie od ukończenia 18 lat i pomyślałem, że najlepiej nie chodzić z butelką alkoholu w dłoniach.

Ale nie zabezpieczyłem wystarczająco dobrze butelki. Był cięższy, niż się spodziewałem. Upuściłem to. I nawet nie wiedziałem, że go upuściłem, dopóki nie usłyszałem, jak upadł na podłogę. Szklana butelka - przed chwilą była moją zbawczą łaską! - wylądował z najgłośniejszym trzaskiem w historii wstydliwych wypadków, właśnie na betonową podłogę piwnicy. Pieprzona betonowa podłoga. To samo piętro, które my, jako zastawnicy, zamiataliśmy i myliśmy wiele razy w każdy weekend, po każdej imprezie tylko na stojąco.

Odłamki szkła przesuwały się po posmarowanej wódką ziemi jak maleńkie krążki hokejowe w setkach różnych kierunków. Zapach kłuł moje nozdrza. W czymś, co wydawało się super zwolnionym tempem, obserwowałam, jak cała wspólnota macha zbiorowymi głowami, a ich twarze wyrażają całkowite-nie-wierzę-co-widzę. Szczęki opadły. Niektórzy ukryli twarz w dłoniach. Niektórzy wyrzucili ręce w powietrze. Niektórzy na mnie krzyczeli. Wszyscy się gapili.

Chociaż nie miałem zamiaru nigdy pić tej wódki - oddałbym ją komuś w akademiku zaraz po powrocie do domu - dziwnie mi się wstydziłem. Jakbym ich zawiodła.

Kiedy wszyscy w końcu weszli po schodach, chwila wreszcie minęła, jeden z nich podszedł, potrząsnął głową i wręczył mi szufelkę i miotłę. - Wiesz, co robić - powiedział. „Co za cholerna strata”. Nigdy nie przeżyłem tej chwili. Nigdy. Przez resztę semestru chłopcy nie szczędzili okazji, by mi przypomnieć, że zniszczyłem pełną butelkę alkoholu. Popełniłem coś w rodzaju świętokradztwa, zbezczeszczenia świętego alkoholu.

Później tego semestru i do wiosny, długo po naszej inicjacji, nie zostałem do końca przyjęty. Nazwali mnie „błyszczącą szpilką”, co jest terminem, którego używają na określenie nowo inicjowanego brata, który wciąż jest traktowany jak przysięga.

Opuściłem bractwo pod koniec pierwszego roku. Tak naprawdę nigdy więcej nie spotkałem się z żadnym innym z braci na studiach, chociaż przez lata spotkałem kilku z nich i witają mnie jak nieznajomego. Dokładnie tym jestem dla tych facetów. Dziwne, jak każdy z nich zapada mi w pamięci, jak postacie z filmu, który widziałem tysiące razy, a jednak dla nich jestem prawdopodobnie dawno zapomnianym znajomym. Nierozpoznana twarz w tłumie.

Norm trzymał się braterstwa, nawet gdy pozostał tamtej jesieni w orkiestrze marszowej, wciąż podnosząc ze mną przez ramię suzafon w każdą sobotę. Wykorzystywał każdą okazję, jaką stwarza braterstwo młodemu mężczyźnie, by bawić się, pić i ciągle uprawiać seks. Ma nawet tatuaż z greckimi literami na nodze.

Może to dziwne, ale nawet teraz, za każdym razem, gdy podnoszę butelkę wina lub wódki, wraca do mnie ta chwila w piwnicy, która działa na wszystkie moje zmysły. W ułamku sekundy czuję, jak butelka się ślizga, słyszę trzask, widzę spojrzenia. To przeszywa moją świadomość i wywołuje dreszcz w moim tyłku.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że są o wiele gorsze traumy, których można doświadczyć w życiu, niż zwykłe zawstydzenie. Mimo to żałuję, że nie mogłem trzymać się Absoluta tej nocy tak mocno, jak to wspomnienie wciąż mnie chwyta.